WITAM W DZIALE ***PRASA*** ARTYKUŁY, WYWIADY, RECENZJE ORAZ WYCINKI I CIEKAWOSTKI Z GAZET...

*** TOP BIOGRAFIE: FREDDIE MERCURY ***

Śmierć Farokha Bulsary, bo tak naprawdę nazywał się Freddie Mercury, sprawiła że rock zagubił radość. Lider Queen bawił się na scenie i w życiu jak mało kto. I zapłacił za to olbrzymią cenę.

Kochał życie jak nikt. Drwił ze wszystkich i wszystkiego, także ze swej choroby - w teledysku "I`m slighty mad", już poważnie chory na AIDS, Freddie Mercury grał błazna z kiścią bananów na głowie. Dzięki swojej charyzmie na stadiony przyciągał tłumy. Zdumiewał i bulwersował zachowaniem na scenie i artystycznym image.

Z BOMBAJU DO LONDYNU
Urodził się 5 września 1946 roku w Zanzibarze (Tanzania) u wschodnich wybrzeży Afryki jako Farokh Bulsara (niektóre źródła podają Frederick Bulsara). Jego rodzice Bomi i Jarem Byli perskiego pochodzenia. Ojciec pracował dla rządu Wielkiej Brytanii, wkrótce obowiązki rzuciły go do Indii. Tam rodzina Bulsara spędziła prawie 12 lat. Bomi działał w interesie Anglii, marząc o powrocie brytyjskiego panowania na tym kontynencie. Matka Jarem opiekowała się dziećmi (Freddie miał młodszą siostrę Kashmirę). Resztę dzieciństwa Freddie spędził w małym miasteczku Panchagini niedaleko Bombaju. Mieszkał w luksusowym domu pełnym służby. W szkole koledzy zaczęli wołać na niego Freddie. Tam też pokochał sztukę - pobierał lekcje gry na pianinie, śpiewał w szkolnym chórze, grał w kółku teatralnym. Wkrótce upodobania zmieniły się w pasję - wraz z kolegami założył zespół rockowy Hectics. W 1959 roku dołączył do matki i siostry mieszkających już w Anglii. We wrześniu 1964 przyjęto go do Isleworth polytecnic School, na wydział sztuki. Wiosną 1966 opuścił szkołę i zapisał się do Ealing College of Art. Ukończył go z dyplomem artysty grafika i projektanta. Tam poznał Tima Staffella, który razem z Brianem Mayem (gitara) i Rogerem Taylorem (saksofon) tworzył zespół Smile. Freddie zamieszkał z Taylorem, razem otworzyli sklep, w którym najpierw sprzedawali swoje pracę, a później używaną odzież. Ale Freddiego ciągnęło na scenę. Szukał szczęścia w zespołach Wreckage i Sour Milk Sea. Okazało się, że niepotrzebnie, bo gdy w 1970 roku ze Smile odszedł Tim Staffel, jego miejsce zajął właśnie Freddie, który zmienił nie tylko dotychczasowe nazwisko z Bulsara na Merkury, ale także wymyślił nową nazwę dla grupy - Queen.

WE ARE THE CHAMPIONS
Nie od razu odnieśli sukces. Zauważono dopiero ich trzecią płytę "Sheer Heart Attack", a Freddiego okrzyknięto czołowym skandalistą sceny pop. Posiadał bowiem niezwykły potencjał artystyczny - wspaniale prezentował się na scenie i miał potężny niemal operowy głos, który niepokoił i fascynował. Niby chropowaty, ale i liryczny, o dużej skali i łatwo dostosowujący się do różnej tonacji. Freddie uwielbiał przebierać się w obcisłe kombinezony, tiule, koronki, smokingi i suknie wieczorowe. Był wizytówką punkowej rewolty - nosił zarówno mundur żołnierski, skórzaną kurtkę z ćwiekami, płaszcz królewski czy koronę. Nie miał żadnych zahamowań. Skupiał na sobie uwagę rozbawionej publiczności i narcystycznie kazał siebie podziwiać: "Na scenie jestem tak silny, że czasem wydaje mi się, że stworzyłem potwora" - wyznał jednym z wywiadów. Do legendy przeszły tez organizowane przez niego przyjęcia, na których bywały gwiazdy muzyki, kina i mody. Dziennikarze rozpisywali się o ekscesach jakie wypełniały życie prywatne Mercurego, pomimo że artysta pilnie strzegł swojej prywatności i prasy nigdy nie zapraszał. Być może to właśnie rozbudzało wyobraźnie dziennikarzy wypisujących cuda o kokainowych orgiach u Mercurego, na których drinki podawali striptizerzy, a narkotyki - karły. "Słyszeliśmy legendy o przyjęciach u Freddiego, ale nigdy w nich nie uczestniczyliśmy" - wspomina szwagier Freddiego, Roger Cooke. "Spotykaliśmy się za to na imprezach rodzinnych, często urządzaliśmy urodziny naszych dzieci". W 1985 roku Queen wystapił na słynnym koncercie dobroczynnym Live Aid zorganizowanym przez Boba Geldofa. Hymniem "We Will Rock You" podbili widownię i - jak twierdzili niektórzy - "ukradli przedstawienie". Po tym wystąpieniu znaleźli się nawet na znaczku okolicznościowym brytyjskiej poczty. Kolejne fenomenalne płyty i świetne, zabawne teledyski "I want to break free" i "Radio GaGa" potwierdziły tylko status mega gwiazdy, jaki zyskał Queen, przyrównywany od tej pory do The Beatles. Autorem największych przebojów wylansowanych przez zespół był Freddie Mercury.

STARA MIŁOŚĆ NIE RDZEWIEJE
Zanim do tego doszło, gdy był jeszcze początkującym biednym muzykiem, poznał jednym z antykwariatów 19 - letnią Mary Austin. Pomimo że nie pasowali do siebie - "ja cicha i nieśmiała, on ekspresywny i pewny siebie" - wspominała po latach Mary, którą Mercury nazywał miłością swego życia. Byli przyjaciółmi i kochankami w końcu wspólnie zamieszkali. "Trzy lata później zaczął odnosić pierwsze sukcesy, dziewczyny za nim szalały, ale on zawsze do mnie wracał. Nigdy mnie nie okłamywał. Kiedy byliśmy razem, czułam się bezpieczna i kochana". Po pięciu latach coś się zaczęło psuć. "Nie kłóciliśmy się, ale Freddie mnie unikał. Nie potrafił oszukiwać. Pewnego wieczoru powiedział mi że jest biseksualistą, ale prosił bym go nie opuszczała. Był już na zawsze częścią mojego życia, wyprowadziłam się, ale mieszkałam bardzo blisko, aby być przy nim. Nie miałam mu nic do wybaczenia - kochałam go jak brata i rozumiałam jego rozterki". Freddie ufał Mary bezgranicznie. To ona zarządzała jego majątkiem, a on miał do niej w tym względzie pełne zaufanie. Sam nigdy nie wiedział, ile ma pieniędzy, ale zdawał sobie sprawę, że jest ich sporo. Przechwalał się, że stać go na to, by postawić piramidę na środku Kensingtown, londyńskiej dzielnicy, w której stał jego dom. "Ale gdybym był biedny, nie mógłbym przecież pomóc tym wszystkim głodującym" - tak skomentował swoje wystąpienie na koncercie Live Aid. Często twierdził, że jest bardzo samotny, choć potrafił sobie z tym radzi. Najtrudniej było mu po rozstaniu z Mary, choć przez kilka lat żył w stałym, tym razem homoseksualnym związku. Kochał kobiety i mężczyzn, zdradzał i był zdradzany, ale zawsze wracał do niej. Został nawet ojcem chrzestnym jej syna, mimo że ich przyjaźni sprzeciwiał się mąż Mary. Mercury zapisał im w spadku swój ukochany dom w Londynie, w którym mieszkają do dziś.

PEDALSKIE EKSCESY
Freddie był zawsze bardzo skryty. Bardzo strzegł swego życia prywatnego i zwierzał się niewielu osobom. Wśród nich była Niemka, Barbara Valentin, którą poznał w monachijskiej dyskotece dla homoseksualistów. "W Londynie spędzaliśmy czas głównie w domu Freddiego, unikając czyhających na niego reporterów. Jego prywatny kucharz, szofer, ogrodnik wszyscy byli pedałami". Barbara wspomina: "Freddie był delikatny, miał smukłe palce, a gustował w mężczyznach o dużych twarzach, w typach kierowca ciężarówki. Wielu z nich było znacznie poniżej jego poziomu". Potem się usprawiedliwiał: "Ty przecież nie zawsze idziesz do łóżka z Einsteinem". Miał niemożliwy do zaspokojenia popęd płciowy. Barbara nigdy nie była zazdrosna o jego kochanków - do mężczyzn należał tylko przez chwilę, potem uwielbiał obcować z kobietami. Często lądował w łóżku z jednymi i drugimi jednocześnie. W Monachium, gdy zamykano dyskoteki, geje ciągnęli za nim do domu jak ćmy. Musieli się rozbierać i zakładać damskie kapelusze z lat 40. Następnie puszczał im na video zawsze ten sam, stary film pt. "Kobiety". Wszyscy musieli siedzieć przed telewizorem. Potem Freddie odstawiał swój własny prywatny show. Wskazywał na jednego z nagusów i mówił: "Patrz ta boa z piór to jesteś ty" Kiedyś w Rio rozebrał szefa swojej ochrony do rosołu, a jego ubranie wyrzucił przez okno. Po takich wygłupach zaśmiewał się do łez i mówił: "To właśnie jest rock and roll".

KRÓLEWSKA FANTAZJA
Ale tak się tylko zabawiał. Zwłaszcza na kokainowym rauszu. W życiu chodziło mu bowiem o coś więcej. "Nie chcę jednego - skończyć jako gwiazda rock and rolla" - mawiał. Począwszy od uniwersytetu, a skończywszy na teledyskach Queen, pociągała go sztuka ambitna. W duecie ze słynną divą operową Montserrat Caballe nagrał wieli przebój Barcelonę. Dzięki współpracy z Royal Ballet zadebiutował w roli baletmistrza (w teledysku do Bohemian Rhapsody) "Chciałbym jeszcze chodzić po linie, stąpać na ostrzu noża. Robić rzeczy na które dotąd się nie odważyłem". Nie starczyło mu jednak na to wszystko czasu. Przez następne lata umierał na AIDS. Stawał się coraz słabszy, tracił wzrok, nie wychodził z łóżka. Na jego twarzy, szyi, ramionach i nogach pojawiały się ciemne plamy. Miał straszliwe bóle, zażywał środki uśmierzające. W końcu się poddał. Odstawił leki. 23 listopada 1991 Mercury publicznie ogłosił, że jest chory na AIDS. Zmarł następnego dnia swoim domu w Londynie. Jego prochy wrzucono do Jeziora Genewskiego, a pamięć uczczono uroczystym koncertem na Wembley - Freddie Mercury Concert for AIDS. Wystąpiła plejada gwiazd współczesnej muzyki, zagrali m.in.: Eurythmics, Guns 'N Roses, Robert Plant, George Michael, Lisa Stansfield, Elton John i wielu innych. Dochód z koncertu, jak i z wydanych później w reedycjach słynnych singli grupy, został przeznaczony na walkę z AIDS.

MUZYCZNY TESTAMENT
Jak wszyscy muzycy, którzy odeszli młodo, Freddie Mercury przeszedł do legendy rocka. Z fanami pożegnał się jak mógł najlepiej - w pośpiechu nagrywał płytę "Innduendo", którą później uznano za najlepszy album lat 90. Mało kto zorientował się, że jest to muzyczny testament Freddiego. W piosence "To są dni naszego życia" zaśpiewał: "Kiedy byliśmy dziećmi, kiedy byliśmy młodzi (...) dni były nieskończone, a my, szaleni, byliśmy młodzi. Słońce zawsze świeciło żyliśmy dla przyjemności". Tak śpiewał o sobie, ale już w czasie przeszłym. W 1995 roku zespół nagrał zupełnie nowy album, wykorzystując wcześniej zarejestrowany w studiu głos Freddiego. "Made in Heaven" na którym pobrzmiewa prawdziwy głos królowej rocka, "nagrany" już w niebie.