WITAM W DZIALE ***PRASA*** ARTYKUŁY, WYWIADY, RECENZJE ORAZ WYCINKI I CIEKAWOSTKI Z GAZET...

*** ZUPEŁNIE INNY QUEEN ***

Zespół bazuje na starych przebojach. Większość repertuaru to wierny oryginalnym wykonaniom hołd dla Queen w dawnym składzie. Duch Freddiego jest wszechobecny. Nowy wokalista robi co może, żeby zaznaczyć swój niepowtarzalny charakter. Jeśli jednak obecne trio nie zaoferuje fanom czegoś nowego, skończyć może jako smażalnia kotletów.

Freddie Mercury był jedną z największych osobowości w historii muzyki rockowej. Wokalista brytyjskiego zespołu Queen, który zmarł na AIDS w 1991, wyróżniał się olbrzymim talentem i ekscentrycznym stylem życia. Był niezrównanym showmanem o fantastycznym głosie, który znakomicie pasował do gitarowych riffów, dyskotekowych rytmów, a także wysoko tonowych popowych hymnów.

Zastąpić Freddiego? Członkowie grupy Queen nie zaprzątali sobie głowy takimi pytaniami.

- Nie robiliśmy przesłuchań w stylu INXS - mówi perkusista zespołu Roger Taylor. - Ostatnią rzeczą, o której myśleliśmy z Brianem [Mayem, gitarzystą Queen] było koncertowanie. Nigdy nie zamierzaliśmy tworzyć nowego składu. Po prostu zdarzyło nam się wystąpić z Paulem Rodgersem w programie telewizyjnym.

Trójka muzyków została zaproszona, aby zagrać podczas rozdania nagród brytyjskiego Muzycznego Salonu Sławy (Music Hall of Fame) w 2004 roku. Po rozstaniu z Free and Bad Company Rodgers nie miał zespołu, a Queen nie mieli wokalisty.

- Akompaniowali mi do "All Right Now" i poprosili, żebym wsparł ich przy "We Are the Champions" i "We Will Rock You". Takie były nasze początki - wspomina Rodgers.

Niezrażeni fiaskiem projektu The Doors of the 21st Century, w ramach którego legendzie Jima Morrisona próbował sprostać frontman The Cult Ian Astbury, muzycy zdecydowali się na stworzenie grupy pod nazwą Queen + Paul Rodgers.

Postronnym obserwatorom wybór Queen wydawał się dość dziwny. Typowemu macho, jakim jest Rodgers, wdzięk i teatralność Mercurego są zupełnie obce. A jednak współpraca nowego trio (basista Queen John Deacon zrezygnował z występów wkrótce po śmierci Mercurego) ułożyła się nadspodziewanie dobrze. W ciągu następnego roku nagrali 40 piosenek - większość z nich stanowiły nowe wykonania klasycznych przebojów Queen, ale znalazło się również miejsce dla kilku produkcji Rodgersa. Układ przypieczętowały trasy koncertowe w Europie i Japonii. W maju 2005 przy okazji występu w Sheffield, w Anglii, powstał dwupłytowy album koncertowy "Return of the Champions".

- Tym, co nas łączy jest zapał do grania na żywo - deklaruje Rodgers.

- Paul był jednym z ulubionych wokalistów Freddiego - dodaje Taylor.

Zachęceni ogromnym powodzeniem koncertów w Hollywood Bowl i Madison Square Garden, trio Queen + Paul Rodgers zdecydowali się na pierwszą dużą trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych od 1982 roku. Rozchodzące się na pniu bilety i przychylne recenzje sprawiły, że w krótkim czasie zainteresowanie zespołem wyszło poza krąg zdeklarowanych fanów.

Jednak Taylor rozwiewa nadzieje tych, którym marzy się powrót starych dobrych "Queenów": "To fakt, że Freddie już nigdy nie zaśpiewa. Faktem jest też to, że jeżeli Brian i ja nie zdecydujemy się zagrać, Queen przestanie istnieć w jakiejkolwiek formie. A Paul jest jednym z najlepszych bluesowych wokalistów na świecie. I to też fakt. Kawałkowi "We Will Rock You" nadał zupełnie nowy, ostrzejszy styl. Ale ci, dla których Queen to Freddie, powinni zostać w domu i słuchać starych płyt. Teraz gra zupełnie inny Queen".

Ale czy taka opinia znajduje pełne uzasadnienie w rzeczywistości? Nowy Queen bazuje na starych przebojach, po ledwie kosmetycznych przeróbkach. Z programu wyleciały "Killer Queen" i "You Take My Breath Away", a "Bohemian Rhapsody" śpiewa duet Rodgers-Mercury (ten drugi z telebimu). Wystarczy jednak wrócić do starych nagrań koncertowych, aby zauważyć, że reszta repertuaru to wierny oryginalnym wykonaniom hołd dla Queen w dawnym składzie. Choć Rodgers robi co może, aby zaznaczyć swój niepowtarzalny charakter, w kawałkach jak "Crazy Little Thing Called Love" bezsprzecznie dominuje duch Freddiego. To wystarczy, by tysiące fanów skoczyło sobie do gardeł przy kasach biletowych.

- Freddiego nikt nie zastąpi, ale trzeba przyznać, że Paul świetnie sobie radzi - mówi Mike Thomas, dyrektor programowy stacji rockowej WZLX-FM. - Gramy parę rzeczy z albumu Queen + Paul Rodgers, dając ludziom obraz tego, na co mogą liczyć na koncertach. Ale jak dotąd nie odebraliśmy żadnego telefonu z obelgami od zniesmaczonych fanów Freddiego. Nie sądzę jednak, żeby ten skład jakoś szczególnie zapisał się w historii rocka. Nie jestem nawet pewien, czy są w stanie wyprodukować coś nowego.

Jeśli zespół nie chce skończyć jako smażalnia starych kotletów, będą musieli zaoferować fanom coś nowego. Rodgers zarzeka się, że nie przestaje pisać i faktycznie parę jego kompozycji pojawiło się na koncertach. Jednak pytanie o płytę z zupełnie nowymi nagraniami zbywa krótkim: "Zobaczymy". Większym optymistą jest Taylor: "Sądzę, że nowy album jest jedynym sensownym kierunkiem dla zespołu. Potrzebujemy czasu, aby dobrze przemyśleć ten materiał, jednak nie możemy tkwić w przeszłości. Przeżyliśmy, więc musimy iść do przodu".