WITAM W DZIALE ***PRASA*** ARTYKUŁY, WYWIADY, RECENZJE ORAZ WYCINKI I CIEKAWOSTKI Z GAZET...

*** SŁAWNY KOCHANEK ***

Freddie Mercury skończyłby właśnie 60 lat. O ostatnich godzinach wokalisty supergrupy Queen opowiada jego wieloletni partner Jim Hutton.

W kolejach losów Jima Huttona jest coś z bajki, choć on sam uśmiałby się z takiej sugestii. Ten bezpośredni Irlandczyk o topornej sylwetce ma tubalny głos, pije z ochotą i nie bierze życia nazbyt poważnie. - Chce mi się papierosa - jęczy, wspominając wieczór w marcu 1985 roku, kedy poznał Freddiego Mercurego. Tamtego wieczoru byłemu fryzjerowi zostało w kieszeni pięć funtów. W Heaven, londyńskim barze dla homoseksualistów, przysiadł się do niego pewien mężczyzna i zapytał, czego chciał by się napić. - Obaj mieliśmy na sobie obcisłe białe podkoszulki i jasnoniebieskie dżinsy - mówi Hutton. - Ja na to: ''Nie, powiedz, czego ty się napijesz''. ''Dużą wódkę, proszę'' - odparł tamten. A potem spytał: ''Dużego masz kutasa?'' Mercury często w ten sposób zagajał rozmowę.

RODZINA Z GARDEN LOADGE
Gdyby piosenkarz nie umarł na AIDS w 1991 roku, skończył by właśnie 60 lat. 57-letni Hutton nie bierze udziału w żadnych uroczystościach upamiętniających ten fakt. Rocznicę urodzin partnera świętuje w swoim domu w Irlandii, wspominając różne przyjęcia - choćby to, które odbyło się w 40. urodziny Mercurego w monachijskim klubie. Jim włożył wtedy kolorową marynarkę z cekinów, a całą zwariowaną imprezę - między innymi mężczyzn przebranych za kobiety - zarejestrowano na wideo Living On My Own. - Gdyby tu był, wzniósłbym w toaście filiżankę herbaty i powiedział: ''Wszystkiego dobrego w dniu urodzin, chłopie'' - mówi Hutton.
Tamtego pierwszego wieczoru on, Freddie i jego przyjaciele bawili się do białego rana w mieszkaniu gwiazdora w Kensington w zachodnim Londynie (niedaleko Mercury miał również duży dom w stylu gregoriańskim o nazwie Garden Loadge). Hutton dopiero później - gdy po stosunku poszedł do kuchni, żeby zaparzyć sobie kawy - dowiedział się, kim jest Mercury. - Joe mi powiedział (Joe Fanelli, kucharz gwiazdora). Naprawdę go nie poznałem. Nie miało to dla mnie znaczenia. Wolałem facetów bardziej przy tuszy. Od talii w dół Freddie przypominał patyk. Ale było w nim coś interesującego. Biegał za mną. Pewnego wieczoru przyrządziłem sobie posiłek - kiełbaski i tłuczone ziemniaki - kiedy akurat zadzwonił z zaproszeniem na kolację. ''Właśnie ją sobie zrobiłem'' - odparłem. On na to: ''Wyłącz gaz. Wysyłam samochód z szoferem, żeby cię zgarnął''.
Hutton stał się członkiem ''rodziny z Garden Loadge'', do której należał Fanelli i Peter Freestone, asystent Mercurego. Zza kulis obserwował elektryzujący występ Freddiego na koncercie LIVE AID w lipcu 1985 roku. - Zdębiałem. Wyraźnie było czuć, jak jego osobowość na scenie oddziałuje na tłumy. Potem Elton John podszedł do niego i powiedział: ''Ty skurwielu, skradłeś nam show''.

DZIURY W SIEDZENIACH
Dla Huttona - siódmego z dziesięciorga dzieci wychowanych w irlandzkiej rodzinie w Co Carlow - ekstrawagancje, które wypełniały świat Mercurego, były wprawdzie czymś nowym, lecz nie olśniewającym. Jego ojciec pracował jako piekarz. Jim miał wstąpić do zakonu, ale zakochał się w jednym ze swoich nauczycieli. Potem zaczął uczyć się fryzjerstwa. W czasie, gdy poznał Mercurego, pracował już w Savoyu. Na początku 1986 roku przeprowadził się do Garden Loadge. Czy był to monogamiczny związek? Hutton ''lawirował trochę, ale nie za wiele''. Dodaje: Należę do tych, co lubią być z jednym facetem. Natomist przyjaciółka Mercurego powiedziała mu, że gwiazdor ma partnera w Monachium. - Mówiła, że między nimi niezbyt się układa, a Freddie sprowadza mnie do Monachium, by tamten był zazdrosny. Nic nie mówiłem, bo to dałoby Freddiemu przewagę. Widziałem go z innym facetem w Heaven i mieliśmy potem karczemną awanturę. Powiedział, że zrobił to, by wzbudzić we mnie zazdrość. Innego dnia wiedziałem, jak wychodzi ze swojego mieszkania w Kensington w towarzystwie jakiegoś mężczyzny i posprzeczaliśmy się z tego powodu. Powiedziałem mu, że musi sięzdecydować. Odparł: ''Okej''. Chciał być ze mną. Myślę, że w głębi serca pragną mieć poczucie bezpieczeństwa, będąc z kimś, kto jest dość przyziemny, kto nie jest pod wrażeniem jego gwiazdorstwa.
Hutton twierdzi, że opowieść o hedonizmie Mercurego są przesadzone. To fakt, że na przyjęciu z okazji 21 rocznicy istnienia zespołu Queen kelnerzy mieli dziury wycięte w siedzeniach spodni. Owszem, gwiazdor zażywał kokainę - ''ale rekreacyjnie i wcale nie tak dużo''. Ich wspólne życie domowe było ustabilizowane. - Uwielbiał swoje koty. Wracałem z pracy. Kładliśmy się razem na kanapie. Masował mi stopy i pytał o to, co robiłem przez cały dzień.
Hutton rzucił etat w Savoyu, a Mercury zatrudnił go do doglądania ogrodu za 600funtów miesięcznie. - Pewnego dnia czyściłem sadzawkę, więc byłem w waderach, a on powiedział, że chce, bym go przytulił, więc się objęliśmy, błocko zaś kapało ze mnie prosto na dywan. Piosenkarz rozgraniczał poszczególne sfery życia: Huttona, Queen, rodzinę. Irlandczyk twierdzi, że obaj w naturalny sposób pragnęli prywatności. - Być może martwił się, że gdyby to się wydało, wpłynęło by źle na jego karierę zawodową, ale nie powiedział tego. Obaj uważaliśmy, że nasz związek - i nasz homoseksualizm - to nasza sprawa.

JAK SZKIELET
W 1987 roku roku Mercury zorientował się, że zachorował na AIDS. Na ramieniu miał mięsak Kaposiego, a to oznaka bardzo zawansowanego stadium choroby czy więc nie było żadnych innych wcześniejszych symptomów, że został zarażony wirusem HIV? - Nie - odpowiada Hutton - żadnych. Postawę Freddiego wyrażały słowa ''Life Goes On''. Brał azydotymindynę i niemal wszystkie inne dostępne środki. Lekarze przychodzili leczyć go w domu. Hutton nie poddał się badaniu. - Bałem się - tłumaczy. Test, na który zdecydował się w 1990 roku, potwierdził, że także ma wirusa. Mercuremu powiedział jednak o tym dopiero rok później, kiedy ponowny test przyniósł wynik pozytywny. Freddie odparł tylko: Skurwiele.
Hutton zachował zdrowie, Mercury natomiast chorował coraz ciężej. - Lekarze uważali, że nie powinien kręcić wideo w Barcelonie. Lecz jego podejście było takie: 'Nie pozwolę, żeby to coś mnie pokonało''. Dopiero rankiem w jego ostatnie urodziny zobaczyłem, że wygląda jak szkielet. Może nie chiałem tego widzieć? Wydaje mi się, że Freddie wiedział, kiedy pora odpuścić. Postanowił odstawić leki przeciw AIDS trzy tygodnie przed swoją śmiercią.
Mercurym opiekowali się Fanelli i Freestone. - Chciał, żebym ja to robił, ale nie moglem patrzeć jak marnieje - wyjaśnia partner gwiazdora. - Pewnego razu mówił o śmierci, a ja na to: ''Nie chcę słuchać tej gadki''. Ostatnią porządną rozmowę odbyliśmy na kilka dni przed jego śmiercią. Była sósta rano. Chciał obejrzeć swoje obrazy. ''Jak mam zejść na dół?'' - spytał. ''Zaniosę cię'' - odpowiedziałem. Ale dał sobie radę sam, trzymając się poręczy. Ja szedłem przodem, asekurując go na wypadek, gdyby miał upaść. Przyniosłem krzesło pod drzwi, usadowiłem go na nim i włączyłem reflektory, które podświetlały obrazy. ''Och, są cudowne'' - powiedział. Zaniosłem go na górę do łóżka. ''Nie zdawałem sobie sprawy, że jesteś taki silny'' - stwierdził.

ŚLICZNY LIST
Dzień przed śmiercią Mercurego na odoskrzelowe zapalenie płuc wydano oświadczenie w jego imieniu, stwierdzając, że choruje na AIDS. Hutton utrzymuje, że gwiazdor nie był jego autorem. - Nie dałby rady. Nie był wstanie. Wydał je jego menedżer Jim Beach. Wątpię, by Freddie tego chciał. Wolał, żeby jego prywatne życie pozostało prywatne. Co do krytycznych uwag, że powinien był wcześniej przyznać się homoseksualizmu i choroby, Hutton twierdzi, że Mercury skwitowałby to słowami: ''Niech spier... To moja sprawa''.
Jim był przy piosenkarzu, gdy ten umierał. - Dostawał morfinę, więc był nieprzytomny. Zmoczył się. Wiedziałem, że jeżeli się ocknie i to zobaczy, będzie jadka, więc Peter i ja postanowiliśmy zmienić mu bieliznę, a gdy wciągałem na niego bokserki, nagle poczułem, że odszedł. Nie wiem, skąd wiedziałem. Jeo przyniósł lusterko, żeby sprawdzić, czy oddycha. I tyle.
Poszedłem do swojego pokoju i zatrzymałem zegar podróżny, który Freddie mi podarował: była za dwanaście siódma. Pogasiłem na krótko światła na drzewach w ogrodzie - prawdziwy Irlandczyk zgasiłby wszystkie światła w domu, ale intuicja podpowiedziała mi,bym tego nie robił z powodu czekających na dworze dziennikarzy. Potem poszedłem na górę i zadzwoniłem do swojej matki. Płakałem.
Matka Mercurego, Jer, przysłała potem Huttonowi ''śliczny'' list, dziękując za to, że był przy jej synu.
Hutton i Mercury nie prowadzili z sobą głębokich rozmów. - Często porozumiewaliśmy się bez bez słów. Ciągle chciał zapewnień, że się go kocha. Oczywiście kochałem go i to bardzo. Mówiłem mu o tym. Kiedy stwierdzono u niego AIDS, powiedział: ''Zrozumiem, jeżeli spakujesz się i odejdziesz''. ''Nie bądź głupi - odpowiedziałem. Nigdzie się nie wybieram. Zamierzam zostać na dłużej''.

CZEK Z EMERYTURĄ
Hutton utrzymuje, że Mercury jasno stwierdził, że ma zostać w Garden Loadge po jego śmierci, lecz żadnych dokumentów nie podpisano, więc Irlandczyk musiał się wyprowadzić w ciągu trzech miesięcy. To go zdruzgotało; kompletnie mu ''odbiło'' z tego powodu , a pół miliona funtów, które Freddie mu zostawił, wydał na wakacje, kupno domu w londyńskiej dzielnicy Shepherds Bush i budowę drugiego domu w Irlandii, gdzie teraz mieszka. - Mówię z ręką na sercu, że moją jedyną myślą wtedy było: ile mi jeszcze życia zostało?
A potem, podczas świąt Bożego Narodzenia 1995 roku, siedząc na kanapie, nagle usłyszał tykanie zegara, który podarował mu Mercury. Hutton uznał, że to znak, by ''ruszać dalej''. Zaczął się leczyć i przeprowadził się z powrotem do Irlandii, gdzie pracuje jako stolarz i fachowiec od wszystkiego. Zdrowie mu dopisuje. Podtrzymują się romanse, miał nawet dłuższy związek z mężczyzną, który na dźwięk nazwiska Mercurego dostawał szału, choć Hutton zapewniał go, że nie powinien się obawiać rywalizacji ze strony zmarłego.
Jim Hutton ma dwa psy i pięć kotów. Bardziej chcialby mieć ''towarzysza życia niż kochanka''. Matka do ''wystrychnęła na dudka'', umierając w 1996 roku, na tydzień przed jego powrotem do Irlandii. Śmieje się, wspominając jej reakcję, kiedy do drzwi zapukali dziennikarze, by powiedzieć, że jej syn jest kochankiem Freddiego Mercurego. - Tak, wiem - odparła wtedy zniecierpliwiona. Gdy Hutton wyznał jej, że jest zarażony wirusem HIV, odparła: No tak, spodziewaliśmy się tego.
Co robił Mercury w wieku 60 lat? - Czekałby na czek z emeryturą - odpowiada ze śmiechem Hutton, ale zaraz dodaje poważnie, że prawdopodobnie zacząłby pisać muzykę operową lub baletową. Owszem, myśli o nim, ale nie przez cały czas. Podkręca głośność do oporu, gdy w radiu puszczają piosenkę Queen. Ostatnio obsesyjnie słucha utworu ''Innuendo''. Sądzi, że gdyby Mercury żył, nadal byliby razem. Wciąż nosi platynowy sygnet, który dostał od niego (gwiazdor nie lubił, gdy Hutton zdejmował go przy pracach w ogrodzie). Wspominając szczęśliwe chwile, Hutton uśmiecha się, a potem prosi, bym już dał mu spokój, bo zechce zapalić tego cholernego papierosa.