WITAM W DZIALE ***PRASA*** ARTYKUŁY, WYWIADY, RECENZJE ORAZ WYCINKI I CIEKAWOSTKI Z GAZET...

*** EKSTRAWAGANCJA WCIELONA ***

24 listopada 1991 roku. Londyn. W Kilkanaście godzin po złożeniu prasie oświadczenia o swojej chorobie zmarł wokalista grupy Queen - Freddie Mercury. Miał 45 lat.

O tym, że Mercury jest chory, wiedziano już od dawna. On sam jednak nigdy tego nie potwierdził. Gdy od kilkunastu miesięcy przestał pokazywać się publicznie, fala plotek i domysłów wzrosła. Nikt jednak nie był pewien do końca...

Od początku swej artystycznej kariery Mercury był związany z grupą Queen. To on właśnie był twórcą jej pierwszych przebojów - ''Killer Queen'' i ''Bohemian Rhapsody''. Niewątpliwie jemu także możemy przypisać pojawienie się wokół Queen otoczki grupy związanej z ruchem Gays. Mercury nigdy nie krył się specjalnie ze swoimi zamiłowaniami do panów. Wręcz przeciwnie, uczynił z tego sceniczne emploi. Wysoki, dobrze zbudowany, z szerokim, mocno owłosionym i zawsze wyeksponowanym torsem, ubrany najczęściej w stroje noszone przez bywalców barów dla Gays rzucał wyzwalanie publiczności. Najpierw pruderyjnym Brytyjczykom, później widzom z słuchaczom całego globu. Wszystko to jednak było robione z przymrużeniem oka, z poczuciem humoru tak charakterystycznego - według opinii ludzi którzy go znali - dla Mercurego.

Grupa Queen była jedną z najważniejszych gwiazd muzyki rockowej lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Miliony sprzedanych płyt, wiele przebojów i znakomite, pełne rozmachu koncerty na całym świecie. Nie umniejszając w niczym roli pozostałych muzyków, sukces swój grupa Queen zawdzięcza przede wszystkim wokaliście.

Urodził się 5 września 1946 roku w Zanzibarze (dzisiejsza Tanzania). Naprawdę nazywał się Frederick Bulsara. W 1959 roku przeniósł się wraz z rodziną do Anglii. W szkole zetknął się ze środowiskiem artystycznym. Zafascynowany związał się z nim na zawsze - ... Co miałem innego robić? Gotować nie potrafię, nie mógłbym być gospodynią domową... Interesowała go zwłaszcza muzyka, lecz niekoniecznie taka, jaką uwielbiali jego rówieśnicy - ...Tak, bardzo lubię The Beatles, ale najbardziej fascynował mnie świat opery... Marząc o tym, by kiedyś wystąpić w Traviacie czy Aidzie, Mercury wziął się za naukę muzyki. Nie podchodził do tego jednak tak jak większość młodzieńców pragnących zawojować sceny. Zamiast kupić gitarę i wzmacniacz brał lekcje śpiewu u profesora konserwatorium. Co prawda nigdy nie dane mu było stanąć na deskach La Scali, ale... w 1988 roku światło dzienne ujrzało nagranie ''Barcelona''. Piosenkę tę śpiewał Mercury w duecie z... Monserrat Caballe - wielką divą operową. Bynajmniej Freddie nie wypadł mniej okazale niż jego partnerka.

W świecie wokalistyki rockowej nie miał natomiast Mercury równych sobie. Jego wysoki, bardzo czysty głos był i długo będzie jeszcze będzie czyś nieosiągalnym dla innym. Swoboda w operowaniu głosem i umiejętność budowania wyrafinowanych, nierzadko karkołomnych wręcz melodii zawsze wyróżniała go w rockowym tłumie. Ona przyniosła także Queen sławę i pieniądze. Pierwszy wielki przebój zespołu, ''Bohemian Rhapsody'', to rozbudowana, rozpisana na wiele głosów kompozycja nawiązująca do tradycji opery komicznej. Czegoś takiego nie mogł napisać pośredni wokalista - zbyt wiele tu MUZYKI...

Koncerty zespołu Queen zawsze należały do wielkich atrakcji. Starannie przygotowany show i znakomici muzycy - to gwarancja sukcesu. Nad wszystkim panował niezmordowany Mercury. Jak zwykle znakomicie śpiewający, ciągle w ruchu, bez trudu potrafił nawiązywać kontakt z publicznością. Z koncertu Queen w Budapeszcie najlepiej pamiętam scenę, gdy Mercury zaintonował węgierską pieśń ludową. Tłum oszalał. Freddie i siedemdziesiąt tysięcy fanów odśpiewali wspaniale kilka zwrotek.

Tajemniczą stroną Mercurego były jego preferencje seksualne. Nie mówił o nich co prawda nigdy głośno, ale wszędobylska prasa ostro walczyła o wzrost liczby czytelników. Mercury: ...To należy do mojej prywatności, nie muszę tego serwować wszystkim na tacy. Chodzę do łóżka z tym, z kim mam ochotę... Huczne, pełne alkoholu i innych ''rozweselających'' środków przyjęcia były dla Mercurego codziennością poza sceną i studiem. Bywało też na nich wielu z dziwnie poprzebieranych mężczyzn. Freddie - w opinii znajomych - uwielbiał to. Było też tego dobre strony. Video clipy produkowane przez Queen zawsze pełne były niesamowitych pomysłów (muzycy w kobiecych strojach - ''I Want To Break Free'', dzieci ucharakteryzowane na członków zespołu, naśladujące ich zachowania na scenie - ''The Miracle''). Roger Taylor (perkusista Queen): ...Freddie jest zawsze pełen dziwnych pomysłów... myślę, że jest po prostu ekstrawagancją wcieloną...

Szczytowym punktem życia towarzyskiego Mercurego była celebracja jego czterdziestych urodzin w Monachium. Było wiele znanych osobowości (m.in. Elton John), przebieranki i - według dziennikarzy - tony używek. Później Freddie przycichł. Pojawiły się pogłoski, że jest chory na AIDS. Po spektakularnej trasie promocyjnej album ''A Kind Of Magic'' (osiem największych stadionów w Europy) grupa Queen praktycznie zniknęła ze sceny. Już nigdy...

Wydany na początku 1991 roku album ''Innuendo'' przyjęty został ze sporadycznym zainteresowaniem. Pojawiły się liczne publikacje na temat zespołu. Były video clipy, były - nieliczne co prawda - zdjęcia... Nikt z krytyków rozpisujących się na temat Queen nie zwrócił uwagi na to, że zdjęcia robione są specjalną, zniekształcającą postacie techniką, i że muzycy kryją się na nich w półmroku. To, że pojawiający się na video clipach Mercury ma twarz ukrytą pod grubą warstwą makijażu . Tłumaczono kolejną ekstrawagancją gwiazdy... Nikt nie zwrócił uwagi na to, że w tekstach z ''Innunedo'' jet coś z testamentu, że są one formą pożegnania... Utwór ''The Show Must Go On'' odbierany był jako zapowiedź powrotu na estrady...

25 listopada 1991 w MTV cały dzień poświęcono Mercuremu. Przedstawiono m.in. Viedo clip do utworu ''These Are The Days Of Our Lives''... To straszne, ale on wiedział, wiedział i żegnał się z nami...

27 listopada 1991 roku ciało wokalisty Queen, Freddiego Mercury, spłonęło w londyńskim krematorium. Ale ON pozostanie z nami...

PS: Gitarzysta Queen, Brian May:.. Myślę, że nagramy płytę poświęconą Freddiemu. Po co? Show Must Go On.