WITAM W DZIALE ***PRASA*** ARTYKUŁY, WYWIADY, RECENZJE ORAZ WYCINKI I CIEKAWOSTKI Z GAZET...

*** QUEEN U BRATANKÓW ***

Dwanaście lat minęło od chwili, kiedy tygodnik ''Melody Maker'' odkrył grupę Queen, uznając ją za jedną z najbardziej ekscytujących formacji rockowych tamtego okresu. Zespół działa do dziś i nadal odnosi sukcesy, choć w ostatnich latach poszczególni jego członkowie więcej czasu poświęcają projektom indywidualnym niż wspólnym. Znany z dwóch własnych albumów - Fun In Space (1981) i Strange Frontier (1984) - perkusista Roger Taylor z powodzeniem pełni dziś na przykład obowiązki producenta nagrań, a współpracuje m.in. z Feargalem Sharkeyem. Gitarzysta Brian May, który w roku 1983 nagrał przy współudziale m.in. Eddiego Van Halena płytę ''Star Fleet Project'', jest też autorem popularnego podręcznika gry na gitarze. Solowy album ''Mr. Bad Guy'' (1985) - zrealizował również wokalista Freddie Mercury. Najmniej aktywnym spośród członków Queen wydaje się basista John Deacon, który cały wolny czas poświęca rodzinie, a dodać trzeba, że jest ojcem 2 córek i 3 synów.

Zespół Queen milczał przez ostatnie dwa lata. W okresie tym wystąpił tylko dwa razy - w styczniu 1985 roku przed ćwierć milionową publicznością zgromadzoną w Rio De Janeiro i latem tego samego roku, biorąc udział w zorganizowanym przez Boba Geldofa koncercie ''Live Aid''. Dlatego może wydany w roku bieżącym, kolejny album grupy - ''A Kind Of Magic'' - oczekiwany był tak niecierpliwie. Do nagrania płyty zaproszono m.in. Joan Armatrading oraz orkiestrę symfoniczną. Niektóre spośród zebranych na ''A Kind Of Magic'' utworów- w nieco innych wersjach - wykorzystano w ścieżce dźwiękowej filmu ''Nieśmiertelny'' z udziałem Christoplera Lamberta i Seana Connery. Zanim album ukazał się na początku roku, menażer Queen zapowiedział, że latem grupa odbędzie pierwsze od dawna tournee europejskie. Tak też się stało. Zespół wyruszył w trasę na początku czerwca, odwiedzając kolejno Sztokholm, Paryż, Brukselę, Monachium, Zurych, Londyn, Wiedeń i Madryt a w końcu także Budapeszt. W agencji ''Interkoncert'' zdecydowano się podjąć ryzyko wynajęcia na tę okazję Nepstadionu, który może pomieścić 70 tysięcy widzów. Warto dodać, że zespoły Sanana, Dire Straits i Jethro Tull występowały na Węgrzech w dużo mniejszych obiektach sportowych. W sprzedaży biletów pomógł aktywny ''Hungarian Queen Fan Club'' z filiami w Budapeszcie, Tatabanyi i Miszkoilcu.
26 lipca w przededniu koncertu, członkowie zespołu Queen spotkali się z dziennikarzami. Roger Taylor który tego dnia obchodził 37 urodziny, rozpoczął konferencję w eleganckim apartamencie hotelu Duna Intercontinental od pokrojenia ogromnego tortu. Bohaterem spotkania był jednak w stroju do joggingu, odprężony Freddie Mercury, który na stereotypowe pytania dziennikarzy udzielał równie standardowych odpowiedzi. Nagabywany o plany na przyszłość, wspomniał o swym udziale w musicalu Time. Zapytany o przekonania polityczne odpowiedział, że nie ma żadnych. Dodał jednak: ''jeżeli muzyka może pomóc w ocaleniu ludzkich istnień od śmierci głodowej, warto to zrobić. ''Live Aid'' było wspaniałym wydarzeniem. Jeden z dziennikarzy węgierskich zapytał, czy grupa planuje wydanie płyty dokumentujące występ w Budapeszcie, tak jak uczynił to m.in. Manfred Mann. Mercury: Zobaczymy.

Dwustu osobowa ekipa rozstawiła 140-tonowy ekwipunek zespołu na płycie stadionu, instalując kolumny głośnikowe o mocy 800 tysięcy watów. Tymczasem zespół pracował w Budapeszcie, nad Balatonem oraz na nowym torze wyścigowym Formuły 1 nad filmem z pobytu na Węgrzech. Koncert Queen poprzedziły popisy lokalnej grupy Z'Zi Labor oraz zachodnioniemieckiej formacji Craaft. Oczekiwana niecierpliwie gwiazda wieczoru pojawiła się na scenie ok. godziny 22:00. Występ Queen ma w sobie coś ze skróconego kursu historii muzyki rockowej; potwierdza zarazem, że muzyka ta stworzyła wartości nie do pogardzenia. Oprócz utworów z najnowszej płyty zespół przypomniał wiele spośród swych starszych przebojów, m.in.: ''Bohemian Rhapsody'', ''We Will Rock You'' i ''We Are The Champions''. Wykonał też wiązankę standardów z epoki rock & rolla ''Tutii Frutii'' i ''Hello Mery Lou'' na czele. Aby podziękować publiczności za gorące przyjęcie, jeden z utworów Mercury wykonał w języku węgierskim... Budapeszteński dziennik ''Esti Hirlap'' podsumował ten wieczór lakonicznie: super koncert. I trudno się z tą opinią nie zgodzić.