WITAM W DZIALE ***PRASA*** ARTYKUŁY, WYWIADY, RECENZJE ORAZ WYCINKI I CIEKAWOSTKI Z GAZET...

*** POLOWANIE NA FREDDIEGO ***

Spokojna, stylowa dzielnica Londynu. Od jakiegoś czasu krążą plotki, że właśnie tu, w swoim domu umiera na AIDS młody piosenkarz, jeden z bogów swojego pokolenia. Rzeczywiście, Freddiego Mercury wokalisty grupy Queen, od miesięcy nikt nie widział. Mówi się, że ma przed sobą parę miesięcy życia, że już prawie nie opuszcza domu. Tymczasem w budynku po przeciwnej stronie ulicy czuwa ciemnowłosy mężczyzna. Nazywa się Jason Fraser i jest przygotowany na długie czekanie. Wreszcie gwiazdor o zapadniętej twarzy wychodzi i kieruje się w stronę West Endu. Za nim podąża Fraser, który jest na najlepszej drodze do zdobycia niekwestionowanego tytułu brytyjskich paparazzi. Gdy w dwie godziny później Mercury opuszcza ekskluzywną restaurację, Fraser robi mu serię zdjęć, które odbiją się niesamowitym echem na całym świecie. Po wywołaniu negatywów Fraser znalazł się bowiem twarzą w twarz z żyjącym trupem. Przez dwa tygodnie patrzył na te fotografie i zadawał sobie dwa pytania: czy ma prawo pokazać światu umierającego człowieka? I czy dla pieniędzy i sławy nie przekroczył tej niewidzialnej linii, odgradzającej łowcę sensacji od łowcy upiorów? W końcu zdecydował się na publikację. Dziś, chociaż wciąż ma wątpliwości, czy postąpił właściwie, próbuje się usprawiedliwiać: -To był facet, którego wielbiły miliony. Powaliła go straszna choroba, która atakuje bez względu na sławę czy bogactwo. Podziwiałem jego odwagę, kiedy zobaczyłem go na ulicy. Do szpital czy do jego ogrodu nigdy bym się nie włamał, ale gdy go fotografowałem, mogły go przecież widzieć dziesiątki ludzi - tłumaczy Fraser. Te zdjęcia mogły znaleźć się w kartotece Frasera z napisem "nie do publikacji". Jednak fotoreporter uznał, że mogą one spełnić ważną rolę, i tak się stało. Zmieniało się publiczne postrzeganie chorych na AIDS. Zaczęto wyrażać dla nich współczucie, bo przecież nikt, bez względu na upodobania seksualne, nie zasługuje na to, co spotkało Freddiego.